człowiek musi sobie czasami polatać
piątek, 30 listopada 2007

Byłem dzisiaj na Stadionie Dziesięciolecia PRL i zacząłem się zastanawiać nad tym , że ten przyszły stadion, który ma powstać - "Narodowy" ma się nazywać!

Ucieszyłem się bardzo, że to nie będzie –„Stadion Dwulecia Czwartej RP”. A może by tak konkurs na nazwę stadionu ogłosić? :-)

 

 

19:14, jerzy.gumowski
Link Dodaj komentarz »

Osie architektoniczne Wilanowa miały kiedyś wyznaczać urbanistyczną harmonię i najważniejsze punkty krajobrazu. Choć tak naprawdę w czasach kiedy powstawały, nikt nie mógł ich zobaczyć z góry.
Na stronie dziewiątej albumu jest unikalne zdjęcie osi. Wykonał je znawca fotografii lotniczej Marek Ostrowski z samolotu. Na fotografii widać jak jedną linia połączona jest wschodnia neogotycka wieża z pałacem i dwoma osiami przedpola.

Na dwuch ostatnich stronach tego rozdziału widać park i pałac w Natolinie, to także część Wilanowa. W SPACEROWNIKU. URSYNÓW dodatek do Gazety Stołecznej nr 144, wydanie waw z dnia 22/06/2006 , str. 6 DARIUSZ BARTOSZEWICZ http://dariuszbartoszewicz.blox.pl/html pisał tak-

"Klasycystyczny pałac wg projektu Szymona Bogumiła Zuga zbudował w 1780 r. ks. August Czartoryski. Rezydencja została zdewastowana po wybuchu insurekcji kościuszkowskiej. Nowy właściciel Stanisław Kostka Potocki zainteresował się nią dopiero "po ślubie jego syna Aleksandra z Anną Tyszkiewiczową w 1805 r., gdy młodzi Potoccy zamieszkiwali u teściów w Wilanowie i gdzie przyszedł na świat ich pierwszy syn August. Wtedy to Stanisław August wraz z żoną postanowili przeznaczyć Bażantarnię na letnią siedzibę Aleksandrostwa Potockich. Niebawem zmieniono również jej nazwę na Natolin na cześć urodzonej w 1807 r. ich córki Natalii" - pisał dr Wojciech Fijałkowski, wieloletni dyrektor Pałacu w Wilanowie."

foto po prawej Marek Ostrowski
10:39, jerzy.gumowski , WILANÓW
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 listopada 2007

 

W ramach jesiennych remanentów, przeglądając niezliczoną ilość plików na komputerze trafiłem na już trochę zapomniany choć bliski mojemu sercu pomysł na album o Wilanowie. Pomysłodawcą był Maciej Steppa, on też wymyślił tytuł "WILANÓW GÓRĄ". Grafikiem był wspaniały Grzegorz Laszuk. Maciek to człowiek tysiąca pomysłów, Grzegorz – grafik perfekcjonista o duszy artysty. Album powstał z fotografii gromadzonych przez 10 lat i oprócz czterech zdjęć wszystkie pozostałe zrobione są z paralotni. O jednym z nich napiszę w osobnym wpisie.

Po niżej, jak ktoś chce jest do przeczytania moja mała historia Wilanowa, znajduje się na ostatniej stronie naszego albumu.

to jest okładka

 

 

Do Wilanowa pojechałem autobusem razem z moją klasą, jako uczeń szkoły podstawowej nr. 17, w Warszawie, na Saskiej Kępie. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałem historię króla Jana, obejrzałem jego rezydencję, dowiedziałem się o istnieniu niezwykłych arrasów i tureckich zdobyczy.

Wszystko to brzmiało jak kolejna bajka o dzielnym królu, a wycieczka do Wilanowa nie była dla mnie wtedy niczym więcej niż lekcją historii, która wówczas nie interesowała jakoś szczególnie. Zapamiętałem jedynie piękny park i jezioro, mostek nad uroczą rzeczką, przedziwną chińską pagodę, jak ją wtedy sobie nazwałem, starannie uporządkowane kwietniki i tuje jakoś dziwacznie poprzycinane. Największe wrażenie zrobiły na mnie rzeźby w alejkach parku, okazałe, stare drzewa i niezwykły urok tej przyrody.

Do Wilanowa nie wróciłem przez następne kilkanaście lat, a wspaniała królewska rezydencja kojarzyła mi się po prostu z muzeum, w którym w filcowych kapciach można obejrzeć jedynie kopie zamkniętych gdzieś w magazynach cennych eksponatów.


Pod koniec lat dziewięćdziesiątych moją wielką pasją stało się paralotniarstwo. Początkowo byłem zafascynowany lataniem swobodnym, czyli bez silnika, ale z czasem musiałem jednak znaleźć także możliwość startowania i unoszenia się w górę z płaskich nizinnych terenów Mazowsza. W tym czasie znaleźli się różni eksperymentatorzy i zapaleńcy, którzy wymyślili plecakowy napęd spalinowy do paralotni. Okazało się więc, że możliwe jest latanie na nizinach z motorem na plecach, a startować i lądować można nawet na przydrożnych łąkach.

Niespodziewanie takim „lotniskiem” dla paralotniarzy stały się przedpola Wilanowa. W gronie przyjaciół najpierw trzech potem kilkunastu zaczęliśmy codzienne testowanie sprzętu i możliwości lotniczych jakie dawała nam paralotnia z napędem. Zawsze zabierałem też ze sobą aparat fotograficzny, najpierw Oliumpus MIu II potem Canon D – 10.


Pamiętam, że już pierwsze loty na wysokościach od 50- do 300m odsłoniły przede mną obraz ziemi, pól, łąk, lasów małych rzeczek ,jezior i WILANOWA jakiego nigdy nie widziałem i nie domyślałem się nawet. Niesamowicie harmonijny, uporządkowany, rządzący się swoją naturalną logiką. Piękny, kolorowy, o każdej porze roku inny krajobraz, w który człowiek wkomponował swoje wyobrażenie o miejscu szczęśliwym. Tak właśnie z góry wygląda Wilanów; oparty swoją wschodnią stroną o Wisłę, zachodnią o Skarpę Ursynowską , południową o rozległe pola uprawne a północną o Warszawę.


Okazało się, że nudna w dzieciństwie lekcja w muzeum dzięki paralotni stała się niezwykłą opowieścią także o historii tego miejsca. Ujrzałem fascynujący obraz znakomicie zaprojektowanej przestrzeni, w której Pałac ze swoim ogrodem jest doskonale wtopionym w całość elementem krajobrazu: jeziora obok lasku Morysin, cmentarza, rzeczki Wilanówki płynącej wprost do Wisły pyszniącej się swoim przepięknymi łachami piasku. Cały ten świat widziany z powietrza zmienia się jak w kalejdoskopie w zależności od pory roku. Tysiące kolorów jesienią, monochromatyczne barwy zimą , wspaniałe purpurowo zielone łąki i park wiosną. A wreszcie błękitne wody jeziora –latem.


Wilanów to nie tylko pałac z parkiem lecz cały niezwykły ekosystem obejmujący Morysin, jezioro, Wisłę, Natolin i jego rolnicze okolice. Widać to doskonale na skrzydle paralotni, wysoko pod chmurami.

Tam właśnie wypatrzył mnie Maciek Steppa, pracownik Muzeum w Wilanowie. Gdy zobaczył pomarańczową paralotnię nad Pałacem nie zadzwonił na policję, ani do innych służb miejskich lecz przyszedł tam gdzie wylądowałem i zapytał czy udało mi się zrobić zdjęcia nad Pałacem i parkiem. Bez niego ten album by nie powstał.
11:37, jerzy.gumowski , WILANÓW
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2007

Na wszystkich konkursach fotograficznych podczas rozdania nagród jest cisza. Fotografowie bardziej wolą przemawiać obrazem niż słowami.
Podobnie jest z pisaniem, lepiej coś sfotografować niż opisywać używając różnych przymiotników i porównań.
Wśród fotoreporterów krąży takie powiedzenie – „ jak już odechce mi się fotografować to zacznę pisać.”
Mnie nie odechciało się fotografować, wręcz przeciwnie tęsknię do normalnego codziennego fotografowania, ale ciągle muszę coś pisać, bo pisanie wciąga. Ostatnio odpowiedziałem na kilka pytań.
Zapraszam tu,

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/polska_z_gory_miejscami_bywa_przerazajaca_51011.html

 

A ta fotografia to takie małe wspomnienie jesieni.

22:34, jerzy.gumowski , Paralotnia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 listopada 2007

Szukałem, szukałem aż w końcu znalazłem, niczym nie skrępowany przykład współczesnego, fotofelietonu. Jest to zarazem znakomita, nowoczesna fotografia prasowa.


Albert Zawada, fotofelieton, Łódź okolice ul. Piotrowskiej, czas - początek listopada.

17:17, jerzy.gumowski , fotofelieton
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 listopada 2007

W blogu mojej redakcyjnej koleżanki Kingi Kenig http://blindspot.blox.pl/html znalazłem komentarze dotyczące fotofelietonu, które sprowokowały mnie do napisania paru słów na ten temat.

Ale najpierw fotofelietonowe anegdoty.
Jedna z nich dotyczy fotoreportera Gazety Sławka Kamińskiego. Wydarzyło się to już po kilku latach funkcjonowania u nas tej formuły. Sławek ścigał ekipę wieszającą reklamy wielkoformatowe na elewacjach budynków. Dogonił kilku fachowców i zanim zaczął się tłumaczyć dlaczego zawraca im głowę usłyszał pytanie - „A co, ma pan dziś Fotofelieton?"


Trzy dni temu na ul. Lubelskiej w siedzibie teatrów alternatywnych „Komuna Otwock” spotkałem Maćka Hołuja studenta ASP. Maciek ma tam pracownię, w której robi swoją biżuterię (ma super oświetlenie!). Gdy tylko wyjąłem aparat powiedział: Aaa, masz dzisiaj fotofelieton?
Kiedyś takie pytanie zadali mi też strażacy, którzy gasili pożar na Gocławiu.
To chyba nie powinno dziwić, bo od czerwca 2001 roku, w Warszawie zrobionych zostało kilka tysięcy fotofelietonów. Część z nich powstała przypadkowo w oparciu o jakieś niespodziewane zdarzenie, a część w wyniku czystej kalkulacji.

Sama formuła fotofelietonu jak też różnego rodzaju uwarunkowania związane z jego edycją bardzo poważnie ograniczają możliwości fotografa. Dotyczy to np. narzuconego z góry formatu (pion lub poziom), który akurat jest potrzebny w bieżącym wydaniu gazety. Ale także konieczność zebrania dodatkowych informacji o bohaterach fotofelietonu jest sitem, w którym odpadają znakomite zdjęcia. Nie możemy publikować bo osoby na fotografii nie zgodziły się na podanie swoich danych lub nie chcą nic o sobie opowiedzieć. Bywa też tak, że zabieramy sobie z dziennikarzami temat, nie wiedząc o tym, że pracujemy nad tym samym. Właśnie kilka dni temu zrobiłem fotofelieton, który nie poszedł ponieważ… temat został właśnie opisany.
Zrobienie fotofelietonu jest w zasadzie proste. System Krzysia Milera http://blindspot.blox.pl/html jest na pewno znakomity ale sprawdza się w 40%, szczególnie w jesienne, deszczowe dni lub w zimowe zawieruchy. Dlatego zdarza się , że publikowane fotofelietony to zdjęcia przemyślane kilkanaście dni wcześniej. To fotografie aranżowane, umawiane i ustawiane, bo wymóg uzyskania danych personalnych od fotografowanych ludzi w praktyce jest niebywale trudny do zrealizowania. Łatwiej jest zaangażować ludzi do „jakiejś ustawianki” niż poprosić o imię i nazwisko przypadkowo sfotografowanego pracownika firmy transportowej. W żargonie fotoreporterów istnieje określenie, że zdjęcie jest „szyte”. Zawodowcy bardzo łatwo dostrzegają co jest „szyte” a co autentyczne. A „szycie” to nic innego, jak odpowiedź na wymóg fotografowania i podawania danych personalnych bohaterów albo opisywania ich historii. Szkoda więc, że formuła fotofelietonu jest coraz bardziej zawężana i nie daje fotoreporterowi możliwości rozwinięcia skrzydeł.

Marzy mi się robienie fotofelietonów takich, jak te Henri Cartier-Bressona. A swoją drogą to ciekawe, czy on wiedział, kto z kim się na tym zdjęciu całuje i jak ma na imię pies pod stołem?

Oryginalny podpis pod fotografią :

Henri Cartier Bresson - FRANCE. PARIS 1968. Boulevard Duderot.

© H. C. BRESSON/MAGNUM PHOTOS

Zdjęcie z wystawy Cartier Bressona w Starej Galerii ZPAF, czerwiec - lipiec 2000 r.

Można by tą fotografie podpisać tak: Fotofelieton, Paryż - Piotr i Zofia znają się od niedawna, mieszkają na Boulevard Duderot ich pies Miki jest bardzo zaniepokojony tą zanajomością.

 

Henri Cartier Bresson - FRANCE. Paris. 1953. "Ile de la Cité" View of the" Pont des Arts".

© H. C. BRESSON/MAGNUM PHOTOS

Zdjęcie z wystawy Cartier Bressona w Starej Galerii ZPAF, czerwiec - lipiec 2000 r.

A to jak by można było podpisać ?

Henri Cartier Bresson - FRANCE. Paris. "Place de l'Europe" near St. Lazare station.

© H. C. BRESSON/MAGNUM PHOTOS

Zdjęcie z wystawy Cartier Bressona w Starej Galerii ZPAF, czerwiec - lipiec 2000 r.

Proponuję taki podpis :

Pan Zygmunt wraca z pracy przez Place de l Europe ale dziś zapomniał kaloszy.

 

 

 

 

 

09:11, jerzy.gumowski , fotofelieton
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 listopada 2007
Sokolnika Grzegorza Dzika znam od kilkunastu lat. Pierwszy materiał fotograficzny z jego pracy przy odstraszaniu ptaków na lotnisku Okęcie robiłem w 1997r. Niestety w archiwum elektronicznym zachowały się tylko dwa zdjęcia z tamtych czasów ( prezentuję je poniżej). Na szczęście są jeszcze negatywy.
Dziś przypadkowo spotkaliśmy się pod Warszawą, to takie szczęście fotoreporterskie. Grzegorz przyjechał potrenować dwa sokoły a właściwie sokoła samca i sokoła samicę, Samiec „BIAŁOZOR” na zdjęciu jako pierwszy, wystartował i przy bardzo silnym wietrze w ciągu kilku minut wzleciał na wysokość 250m do przynęty przyczepionej pod latawcem.
Potem niestety urwał przynętę, sokoły to bardzo silne ptaki , i odleciał tak daleko ,że straciliśmy go z oczu.
Wrócił po 10 minutach ale trening został przerwany z powodu bardzo silnego wiatru.
Fotofelietonu z tego nie będzie bo o Grzegorzu już był jakiś tekst w Gazecie Stołecznej a poza tym. nie był to mój fotofelietonowy dzień.
to fotografia z 1997r.
1997r
na pierwszym planie, Białozor młody samiec
w lewym dolnym rogu mój pies, stary lotnik o imieniu Trymer
a to start sokoła
16:57, jerzy.gumowski , PTAKI
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 listopada 2007

Razem z Jerzym Nogalem zwanym Nóżką świetnym fotoedytorem Gazety od kilku lat wysyłamy do siebie MMS-owe pocztówki z podróży. Mamy nawet na koncie wspólny sukces w postaci wystawy zatytułowanej „Ślady” oraz prezentację elektroniczną pokazywaną na spotkaniu fotografów warszawskich.
Oto ostatnia nasza korespondencja

fot.Jerzy Nogal

fot. J.G.

fot. Jerzy Nogal

fot.J.G.

fot. Jerzy Nogal

fot.J.G.

fot. Jerzy Nogal

fot.J.G.

16:35, jerzy.gumowski , pocztówki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 listopada 2007

Wczoraj miałem zajęcia w Warszawskiej Szkole Filmowej ze wspaniałą młodzieżą, zainteresowaną fotografią prasową.

Robiliśmy analizę pierwszych stron pięciu gazet pod kątem fotograficznym i merytorycznym.

Fotoedytorzy „Rzeczpospolitej” zamieścili na okładce zdjęcie „hybrydę” składające się z dwóch zdjęć. Jedno, to po prawej jest kompletnie nie do przyjęcia bo nie wiadomo o co w nim chodzi i po co jest ten mikrofon, a to po lewej to zwykła tradycyjna „ustawianka „ w dodatku nieopisana nazwiskiem osób stojących na baczność.


Trochę gorzej jest w „Życiu Warszawy”, bo nikt z moich studentów nie był wstanie powiedzieć, kto stoi po prawej stronie Leo Beenhakkera a podpisu ani informacji kto to zdjęcie okładkowe wykonał zabrakło.
Na miejscu autora poprosiłbym o podwyższone honorarium autorskie.


Do fotoedytorów „Dziennika” mam pytanie kim są i jak się nazywają cztery panie stojące za Donaldem Tuskiem i czy jest to wykadrowane zdjęcie z pierwszej strony Rzeczpospolitej?


W dzienniku Polska zamiast fotografii wyedytowano stary wielokrotnie wykorzystywany i dziś banalny pomysł na nie najlepszy portret Pana Premiera. Nawet gdyby małe portreciki były twarzami ludzi z ekipy rządowej to i tak nie da się ich rozpoznać bo farba w drukarni się rozmyła.

Na koniec w imieniu wszystkich studentów gratulacje dla Sławka Kamińskiego za to zdjęcie.

Jedynka Gazety okazała się najciekawsza no i wiadomo kim są ludzie wchodzący do
budynku Kancelarii Premiera

14:26, jerzy.gumowski , polityka
Link Komentarze (8) »
piątek, 16 listopada 2007
Fotografuję od zawsze, w Gazecie Wyborczej jestem od początku, a na paralotni latam od 10 lat. Fotografia i latanie to moje dwie największe pasje. Jerzy Gumowski
15:17, jerzy.gumowski , o mnie
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Zagłosuj na ten blog w konkursie Bloger 2008
wyborcza.pl
Jerzy Gumowski

Fotografuję od zawsze, w Gazecie Wyborczej jestem od początku, a na paralotni latam od 10 lat. Fotografia i latanie to moje dwie największe pasje.

top | © Agora SA | design by kate_mac
  • rospuda
  • tybetwatch